Podczas zajęć z coachingu ćwiczyliśmy “mocne słowa”. Skuteczne i naprawdę piękne narzędzie, działające nieco podobnie do dobrego rzutu, po którym leżysz na macie i myślisz “nie wiem jak to zrobiłeś, ale to działa i muszę nad tym popracować!”…
Jutro egzamin na podyplomówce. Przeglądam notatki, zakreślacze w ruchu, dysk twardy wchodzi na 7200rpm wspomnieniami wracam do czasu studiów. Miły flashback.
Dla niewtajemniczonych jestem obecnie na Psychologii zarządzania. Bardzo interesujący temat, dużo ciekawych i co najważniejsze praktycznych informacji. Na pewno ogromna zasługa wykładowców – wykształcenie psychologiczne i praktyk w coachingu czy rekrutacji/selekcji robi swoje! Po prostu chce się uczestniczyć w zajęciach. Inna sprawa, że spotkania przybierają formę warsztatów - scenki, case’y i dyskusje non stop. Jest ciekawie! Trzymajcie kciuki
Pewnie myślisz, że w nagrodę za lojalność i wkład jaki wniosłeś w rozwój firmy w której pracujesz od 50 lat dostaniesz coś więcej niż comiesięczną premię? Cóż, jeśli pracujesz w McDonald’s… możesz się przykro rozczarować.
Leonard Rhomberg swoją pierwszą pracę rozpoczął 06.09.1959 roku w restauracji McDonalds w rodzinnym Crestwood (Missouri). Miał wówczas 18 lat, właśnie ukończył szkołę średnią a burger kosztował 15 centów. Kilkanaście dni temu 68 letni dzisiaj Rhomberg obchodził 50 lecie swojej pracy. Właściciele restauracji aby wyrazić swoją wdzięczność i uznanie zorganizowali na jego cześć jubileuszowe przyjęcie. Rhomberg otrzymał ciasto, okolicznościowe kartki oraz koszulkę St. Louis Cardinals. Cytując KSDK-TV it was a very touching moment for Rhomberg, who says that he feels proud to have bussed tables for so long at the Crestwood McDonald’s.
Żeby było ciekawiej, uroczystość miała miejsce przed klientami i pracownikami restauracji. Rozumiem, że McDonalds działa na zasadach franczyzy…. ale mimo wszystko koszulka i ciasto po 50 latach pracy w firmie to nieco za mało, żeby zmotywować innych członków zespołu. Heh, a może to tylko moje idealistyczne urojenia?
Na zakończenie: o Rhombergu mówi się, że jest czyściochem. Potwierdził to, sprzątając po imprezie urządzonej na jego cześć… Hmmm, a może problem nie leży w systemie motywowania pracowników, ale (w tym przypadku) w poziomie wartości i celów samego pracownika?
Pisząc CV lub list motywacyjny zawsze starałem się aby dzięki treści czy formie zapadły w pamięci osoby rekrutującej. Będąc w tym wypadku chyba niepoprawnym optymistą wierzyłem, że to wystarczy. Po lekturze krótkiego wpisu na jednym z HRowych blogów zrozumiałem, że nie jest to najlepsza… a na pewno nie jedyna droga
Historia wydarzyła się podczas rozmowy kwalifikacyjnej w dużej, najprawdopodobniej amerykańskiej firmie. Cała rozmowa przebiegała w sposób tradycyjny, od pytania do pytania. Wydawałoby się standardowe spotkanie o pracę jakich setki. Koniec jednak należał do wyjątkowych… wywiązała się krótka dyskusja…. właściwie monolog:
Kandydat do osoby z personalnego: “Jak Pan mnie zapamięta?”
- “Słucham?”
- “Na rozmowę przychodzi mnóstwo osób. Jak Pan zapamięta właśnie mnie?”
- “Hmmmmm”
W tym momencie kandydat podszedł do zaskoczonego pytaniami rekrutera, klepnął go dłonią w czoło i powiedział: “Czujesz? Teraz mnie zapamiętasz”.
Zastanawiające, prawda? Może przydałoby się dołączyć do CV dwie torebki liptona i zakończyć LM słowami, że z miłą chęcią przedstawisz swoje kwalifikacje przy filiżance herbaty
Serwis praca.wp.pl przeprowadził w sierpniu 2009 roku ankietę badającą najczęstsze źródła zazdrości wobec współpracowników (z wyłączeniem kwestii wynagrodzenia).
Co ciekawe, co piąty spośród 9028 internautów wskazał, że najczęściej zazdrości kolegom wykształcenia i wyższego poziomu kompetencyjności a 18 % osób zazdrości kolegom lepszego stanowiska pracy. Zazdrościmy również przychylności szefa – 16% wskazań.
Dalsze miejsca zajęło posiadanie: czasu wolnego w godzinach pracy(!), służbowego samochodu/komórki, młodości, większego doświadczenia oraz władzy.
Tak liczne wskazanie poziomu kompetencyjności kolegów z pracy jako najczęstszego źródła zazdrości stanowi dla mnie miłe zaskoczenie. Spodziewałem się bowiem w tym rankingu wygranej kwestii materialnych w postaci samochodu, laptopa czy komórki. Wyniki pokazują jednak, że nadal istnieje świadomość wartości wykształcenia. Nadzieje i wiarę w system ochłodziły jednak posty stwierdzające, że w praktyce ważniejsze są znajomości i koneksje lub w najlepszym razie doświadczenie, które minimalizują znaczenie doświadczenia. Heh, sam spotkałem się z opinią koleżanki, która na moje dywagacje na temat drugiej podyplomówki zareagowała pytaniami w stylu “po co? co ci to da? nie szkoda ci czasu?”… no cóż, każdy wybiera swoją ścieżkę… irimi.
I na zakończenie pytanie ~hipcia “na naukę nigdy nie jest za późno, kompetencje wzrosną – tylko czy będziemy przez to szczęśliwsi?” Wydaje mi się, że pracując w firmie, w której przełożeni zauważają zaangażowanie oraz poświęcone czas i pieniądze to na pewno tak. Gorzej, jeśli kursy językowe, szkolenia czy studia podyplomowe pozostają bez odpowiedzi (awansu, zmiany zakresu obowiązków czy podwyżki). Wierząc, że zawsze są dwa wyjścia powinniśmy w takim przypadku czas odświeżyć swoje CV i zacząć regularnie odwiedzać serwisy z ofertami pracy Tak czy siak – wygrana leży po naszej stronie, prawda?
Wspominając obóz sprzed ponad trzech lat nie mogę pominąć bajki, jaką co wieczór raczył nas Kuba. White Stripes, I don’t know what to do with myself i tańcząca Kate Moss sprawiała, że grupa zmęczonego testosteronu grzecznie zasypiała… ostatecznie nie można zmarnować tych kilku marnych godzin snu